"Nasz Dziennik", Sobota-Niedziela, 24-25 września 2005, Nr 223 (2328)

Pora zmienić pozostałe po PRL niechlubne nazwy ulic

Ursynów straszy reliktami komuny

W najbliższy poniedziałek na Ursynowie pojawi się oficjalnie nowa nazwa ulicy - aleja Jana Rodowicza "Anody", dowódcy Kedywu, który po wojnie zginął z rąk komunistycznej bezpieki. Niestety, mimo usilnych starań żołnierzy niepodległościowego podziemia zmiana ta obejmie tylko część ulicy Jana Rosoła, działacza komunistycznego ruchu robotniczego. W tej dzielnicy Warszawy straszą jeszcze inne tego typu pozostałości poprzedniej epoki, na czele z ulicą Związku Walki Młodych, niesławnej młodzieżówki PPR.
Jan Rodowicz, legendarny przywódca Kedywu, uczestnik akcji pod Arsenałem, kawaler orderu Virtuti Militari, został patronem ursynowskiej ulicy dzięki inicjatywie i usilnym staraniom kombatantów AK skupionych w środowisku batalionu "Zośka" (jego członkiem był "Anoda"). - Kosztowało to bardzo wiele wysiłku i z wielkimi oporami przechodziło przez urząd miasta i przez radę Warszawy - powiedział nam Tadeusz Filipkowski, rzecznik prasowy Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Dodał, że na przeszkodzie stały potężne przeciwności natury politycznej, maskowane argumentacją ekonomiczną. Chodziło o koszty wymiany dokumentów mieszkańców ulicy Jana Rosoła, współzałożyciela Socjaldemokracji Królestwa Polskiego - komunistycznej organizacji dążącej do wywołania światowej rewolucji robotniczej. Jej członkowie: Feliks Dzierżyński i Julian Marchlewski, realizowali te założenia podczas krwawej rewolucji bolszewickiej, chcąc przeszczepić je na grunt polski w 1920 r.
W końcu środowiskom patriotycznym udało się zmienić nazwę tylko części tej ulicy. Aleja "Anody" będzie się rozciągała między Doliną Służewiecką i Ciszewskiego, gdzie jest zaledwie kilkanaście domów, a ponadto niektóre z nich mają inne adresy - wytrąciło to z rąk przeciwników zmiany argumenty natury finansowej. Niestety, większa część jednej z głównych ulic Ursynowa nadal będzie nosić niegodną nazwę.

Na dawnym "Ubekistanie"
To niestety nie jedyny przypadek tego typu na południu Warszawy. Mimo eliminacji po 1989 r. komunistycznych patronów nazw ulic stolicy, takich jak Bierut, Marchlewski, Finder, Nowotko, Dzierżyński, Świerczewski i wielu innych, na Ursynowie pozostawiono kilka takich "perełek". Aleja "Anody" będzie sąsiadowała z ul. Józefa Ciszewskiego, członka Komunistycznej Partii Polski, który w latach 20. minionego stulecia wyemigrował do sowieckiego "raju". Pozostała również ulica Henryka Świątkowskiego, członka bierutowskiej KRN, a później KC PZPR, współzałożyciela Stowarzyszenia Ateistów i Wolnomyślicieli. Nie można zapomnieć o ulicy Związku Walki Młodych, będącego młodzieżówką stworzonej i kontrolowanej przez Sowietów PPR. Po wojnie jej członkowie ofiarnie "utrwalali" władzę ludową w Polsce, a wielu z nich należało jednocześnie do ORMO. "Zapomniano" również o wyrzuceniu na śmietnik historii ulicy Służby Polsce - komunistycznych hufców pracy.
- Dawno już należało oczyścić miasto z tego wszystkiego - zaznaczył Filipkowski. - Mamy tyle zasłużonych postaci, tyle formacji - dodał. - Utrzymywanie takiej nazwy jak ZWM jest po prostu skandalem - dobitnie podkreślił Bohdan Szucki, prezes Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, który podobnie ocenia al. Armii Ludowej. - Jest to propagowanie ideologii komunistycznej - dodaje, zaznaczając, że istnienie takich nazw ulic jest porównywalne z nazwaniem którejś arterii mianem Hitlerjugend czy SS Galizien.
Nazwę ZWM z indeksu warszawskich ulic udało się wyeliminować w 1998 r. Niestety, na krótko, ponieważ spotkało się to z protestem mieszkańców. Decyzję uchylił NSA, wskazując na błędy formalne oraz zasadność uwzględnienia opinii lokalnej społeczności. Od roku początkowo samotnie (teraz popiera go już 80-100 mieszkańców Ursynowa, i to pomimo niewielkiego nagłośnienia akcji) o ponowną zmianę nazwy walczy Stanisław Plewako, mający w dowodzie wpisany adres ZWM. Najlepiej zamieniłby go na Związek Walki Zbrojnej i taką propozycję złożył władzom miejskim. Chciałby również przemianowania ul. Służby Polsce na Służby Zwycięstwu Polski, konspiracyjnej organizacji wojskowej z lat II wojny światowej. Poparła go podkomisja ds. nazewnictwa ulic komisji kultury rady Warszawy, zwracając uwagę na wysokie koszty tych zmian.
Istnieją również inne trudności. - Nie ma wątpliwości, że większość mieszkańców nie chce zmiany - nie ukrywa Plewako. Potwierdza to w rozmowie z nami Jerzy Kubicki, przewodniczący rady dzielnicy Ursynów, nazywanej przed laty "Ubekistanem" z racji faktu, że tamtejsze osiedla zamieszkiwały w dużej mierze osoby zasłużone dla komunistycznej władzy.
Na ręce przewodniczącego wpłynęła lista protestacyjna z kilkuset podpisami. Według przewodniczącego, przeważają przeciwnicy zmian, i tak oceniła to właściwa komisji rady dzielnicy, która nie dysponowała jeszcze przeciwną listą ze 100 podpisami. Plewako zapowiada sformułowanie odpowiedzi na to stanowisko. Jego inicjatywę popierają prawicowi radni dzielnicy Ursynów. Przyznają jednak, że brak większości w radzie utrudnia wyeliminowanie komunistycznych patronów.

Jak zrobić porządek w nazwach
Jednak pozytywna opinia rady dzielnicy nie jest konieczna do przeprowadzenia zmian nazewnictwa. Według informacji uzyskanych przez nas w urzędzie miejskim, procedura zmiany nazwy ulicy w stolicy jest bardzo skomplikowana. Stosowny wniosek, który mogą składać organy samorządowe, grupy radnych, mieszkańcy Warszawy (min. 15 osób), instytucje i organizacje, trafia do biura kultury urzędu miasta. Tam prośba podlega opracowaniu (musi zawierać opinię społecznego Zespołu Nazewnictwa Miejskiego) i jest przedstawiana do oceny komisji kultury rady miasta. Następnie biuro kultury przygotowuje projekt uchwały rady miasta w sprawie zmiany nazwy ulicy wraz z uzasadnieniem i dokumentacją (zawierającą opinię rady dzielnicy, biura prawnego urzędu miasta, prezydenta oraz kontrasygnatę skarbnika). Projekt trafia pod obrady rady, która ma decydujący głos.
Zenon Baranowski

www.naszdziennik.pl